SzukajSzukaj
dołącz do nas Facebook Google Linkedin Twitter

Środkowy palec Joanny Lichockiej na billboardach. Umorzono proces karny

Sąd Rejonowy dla Warszawy-Śródmieścia umorzył proces karny, który posłanka PiS Joanna Lichocka wytoczyła aktywistom Marcinowi Mycielskiemu i Bartoszowi Kramkowi za billboardy, na których pokazuje wyprostowany środkowy palec.

Fot. twitter.com/mycielski Fot. twitter.com/mycielski

Marcin Mycielski i Bartosz Kramek jako Spontaniczny Sztab Obywatelski przygotowali plakat przypominający, że Joanna Lichocka na początku 2020 roku pokazała posłom opozycji środkowy palec podczas posiedzenia, na którym przegłosowano prawie 2 mld rekompensaty z budżetu państwa dla TVP i Polskiego Radia. Równocześnie odrzucono wniosek opozycji, żeby tę kwotę przeznaczyć na onkologię.

Dzięki zebraniu ponad 600 tys. zł w internecie plakat z gestem Lichockiej znalazł się na przeszło 180 nośnikach w całym kraju. Przed niedawnymi wyborami parlamentarnymi aktywiści przygotowali inny billboard ze środkowym palcem posłanki, który był widoczny w kilku miejscach w Sieradzu, skąd Lichocka startowała do Sejmu.

W marcu 2021 roku Joanna Lichocka złożyła przeciw Marcinowi Mycielskiemu i Bartoszowi Kramkowi prywatny akt oskarżenia. Zarzuciła im, że na plakacie pomówili ją o „postępowanie, które poniżyło ją w opinii publicznej i naraziło na utratę zaufania potrzebnego do sprawowania mandatu”.

Wcześniej w wezwaniu przesądowym domagała się, żeby usunęli zbiórkę na publikację billboardów, przeprosili ją i wpłacili wskazaną kwotę na Fundację Rak'n'Roll.

Jak przekazał nam Mycielski, Sąd Rejonowy dla Warszawy-Śródmieścia właśnie umorzył postępowanie w tej sprawie. Uzasadnił, że „zamieszczenie wizerunku pokrzywdzonej wynikało z jej zachowania się podczas posiedzenia Sejmu i uprzednio zostało rozpowszechnione przez liczne media o zasięgu ogólnokrajowym”, a działania aktywistów „stanowiły dopuszczalną krytykę w demokratycznym państwie działań podejmowanych przez partię polityczną oraz poszczególnych jej posłów”.

- Oskarżeni nie stworzyli wizerunku (posłanki - przyp.), to jest wizerunek który zaistniał w mediach po burzliwej debacie w Sejmie, został on wykorzystany również przez innych, z napisami które mogły się nie podobać - i to gorszymi, idącymi zbyt daleko - natomiast tutaj była to ocena tego wydarzenia, do której oskarżeni, jak i inni ludzie, mieli prawo. Nie wyciągam z tego wniosku, że p. Lichocka zabrała komuś pieniądze, tam jest napisane że PiS. Obiektywnie nie można wyciągnąć wniosku, że p. Joanna Lichocka została tym znieważona lub pomówiona, a tym bardziej nie pozbawiło ją to zaufania potrzebnego dla sprawowania mandatu posłanki - dodano w ustnym uzasadnieniu.

Według Marcina Mycielskiego sprawa była „kolejną, nieudaną próbę zastraszenia obywateli przez funkcjonariusza PiS”. - Przedstawicielka partii rządzącej, która w ramach pełnienia funkcji publicznej obraziła swoim gestem opozycję, jej wyborców i zwłaszcza pacjentów leczonych onkologicznie, domagała się przeprosin od obywateli za to, że jej zachowanie napiętnowali, pokazując je innym obywatelom w ramach kampanii społecznej. Innymi słowy sprawczyni kreowała się na ofiarę - komentuje aktywista.

- Cieszymy się też przy okazji, że tym niepotrzebnym pozwem posłanka Lichocka przypomniała znowu Polakom o chamstwie, bucie i arogancji poprzedniej władzy - szkoda jedynie, że odbyło się to kosztem jakże cennego czasu sądu, a kosztami postępowania obciążony zostanie podatnik - dodaje.